Jako konserwatorka dzieł sztuki od zawsze kierowałam wzrok wstecz. Spośród licznych inspiracji sztuką dawną szczególne miejsce zajmuje w moim sercu malarstwo barokowe. Najsilniejsze emocje budzą we mnie dzieła mistrzów hiszpańskich: Diego Velázqueza, José de Ribery czy Francisco de Zurbarána.Najbliższe nie są mi jednak ich oficjalne płótna dworskie, lecz intymne sceny rodzajowe i religijne – jak „Sprzedawca wody”, „Staruszka smażąca jajka” czy portretowe wizerunki świętych. Fascynuje mnie sposób, w jaki postaci wyłaniają się z głębokiego cienia, zastygłe w skupieniu niczym na fotograficznej klatce. Kluczowe są tu kontrasty, precyzja gestu i mimiki oraz niezwykle silna, elektryzująca iluzja obecności modeli.
Swoją fascynację przekładam na język współczesny, unikając dosłowności. To, co stale powraca w moich pracach to teatralne gesty i zamrożone pozy. Uwaga skupia się na wewnętrznym stanie postaci, budując intymny, wręcz sakralny klimat oraz wrażenie bezpośredniego, bliskiego spotkania z modelem. Współczesność tych ujęć zdradzają jednak detale – ubiór, zegarek na nadgarstku czy smartfon w dłoni. Stylistyka jest bliższa dzisiejszym gustom: mimo realizmu w przedstawieniu postaci zachowuje minimalistyczny charakter, a celowo ograniczona paleta barw kieruje uwagę na to, co najważniejsze. Zamiast ciężkiej, barokowej czerni tłem staje się gładka, nasycona barwa, z której bije światło. To efekt mojego pobytu w Maroku, gdzie czysty kolor i intensywne światło zdefiniowały moje myślenie o malarstwie.